Przejdź do głównej zawartości

Relaks w ciepłej wodzie, Krupówki i Morskie Oko [ZAKOPANE 2017]

Dobry plan to elastyczny plan. W moim początkowo było pojawianie się codziennych tekstów na blogu i mega organizacja. Tymczasem wyjechałam na cztery dni nad morze, tekstów nie było wcale, a podstawowe założenia szlag trafił. Bynajmniej nie żałuję – nad Bałtykiem spędziłam prawdopodobnie najpiękniejsze momenty tych wakacji. Po prostu chciałabym się jakoś wytłumaczyć, bo wiem, że ten tekst jest już spóźniony. Z wyjazdu (w sensie z Zakopanego) wróciłam ponad dwa tygodnie temu.


Obiecywałam sobie i Wam, że ta relacja zostanie zamieszczona świeżo po powrocie. Nie wyszło, ale mimo wszystko chciałam dokończyć ten projekt. Spisać wspomnienia. Tak jak ktoś wspomniał w komentarzu pod poprzednim wpisempowrót do tych tekstów po latach będzie bezcenny.

19 lipca – chwila relaksu, odpoczynek i zwiedzanie!

Nie będę ukrywać – wejście na Giewont było czymś niesamowitym, ale i wykańczającym. Moja kondycja jest całkiem niezła, a mimo to następnego dnia i tak czułam ból nóg, stóp i ogólne zmęczenie. Ponadto, następnego dnia zwlekliśmy się z łóżka z rodzinką dosyć późno. Oczywiste było, że w takim wypadku nigdzie w góry się nie wybierzemy, więc postawiliśmy na termy i Krupówki!


Kto był w naszych polskich górach, ten wie, że basenów termalnych w tej okolicy nie brakuje – my zdecydowaliśmy się na Termy Bania znajdujące się w Białce Tatrzańskiej. Cena w stosunku do ilości atrakcji jest jak najbardziej uzasadniona, a spędzenie czasu w takim miejscu po wykańczającej górskiej wędrówce może okazać się niezastąpione!

Po basenie – jedzonko. Pierogi ruskie, niestety niezbyt #instafriendly (lub po prostu ładne), więc zdjęcia nie będzie. Ale były pyszne!


Po obiedzie Zakopane – przede wszystkim odwiedzenie Domu Do Góry Nogami! Wrażenie niesamowite, byłam sceptycznie nastawiona, a tu jednak mnie zaskoczyło!

Przeglądanie pamiątek na Krupówkach, a następnie
Wystawa Figur Woskowych – to ostatnie to coś genialnego. Pierwszy raz widziałam na żywo tego rodzaju rzeźby. Nie spodziewałam się, że będą aż tak realistyczne. Może jestem dziwna, raczej tak, ale byłam tym wszystkim zachwycona i rozbawiona jak małe dziecko.
 





Tuż przed powrotem do domku, przypomniało nam się, że mieliśmy zobaczyć skocznię narciarską (głównie ze względu na tatę, który jest ogromnym fanem skoków). Szybkie sprawdzenie w internecie „gdzie to jest” i chwilę później byliśmy w drodze wyciągiem krzesełkowym na Wielką Krokiew.



Co dziwne, stanąć na płaskiej powierzchni na szczycie Giewontu, panicznie się bałam, a na wyciągu, z nogami zwisającymi dobrych kilka metrów nad ziemią, wszystko było w porządku. Naprawdę muszę ogarnąć się z tymi lękami. Zwłaszcza, gdy wychodzi na to, że jednak potrafię się nie bać.


Po powrocie do domku znowu „Szara Góra” i pyszne naleśniki z białym serem na kolację. Mniaam!



20 lipca – przystanek obowiązkowy: Morskie Oko!

Zacznę od mało przyjemnej sprawy, o której teoretycznie wszyscy wiedzą, ale chyba warto ją powtarzać, skoro problem wciąż jest. Gdy byłam w Tatrach w szkole podstawowej widziałam Morskie Oko po raz pierwszy i pamiętam, że wtedy pół trasy wjechaliśmy w wozie ciągniętym przez konie. Jako dziecko byłam tym zachwycona, ale z biegiem lat widzę, że było to zbędne. Tym razem na wóz bym nie wsiadła, nawet jakby mieli mi za to zapłacić. Patrząc na zmęczone konie autentycznie było mi niedobrze, byłam przerażona i smutna. Zwłaszcza, że bardzo często na wóz wsiadały osoby w wieku 30-40 lat, na moje oko sprawne, często z piwkiem. Dla przyjemności. Osoby starsze, rodzice z wózkiem i małym dzieckiem czy osoby niepełnosprawne najczęściej widziałam PIESZO. Cierpienie koni jest straszne, a mnie nie przekonują żadne bilbordy o „zasadach przejazdu”, dzięki którym te zwierzęta niby nie cierpią. Jedną z tych zasad było maksymalnie 12 osób w wozie, podczas gdy w jednym naliczyłam 16. Cóż…


Poza tym jednym punktem – sam spacer na Morskie Oko jest lekki i przyjemny. Absolutnie nie ma co porównywać go do wspinaczki na Giewont. Założyłam baleriny z powodu odcisków – gdybym miała lepsze buty z pewnością weszłabym jeszcze kawałek wyżej, na Czarny Staw. W balerinach niestety byłoby to bardzo niebezpieczne...


Cała wędrówka była dla mnie czasem przemyśleń i refleksji. Jest coś w tym, że natura inspiruje – do głowy przyszło mi tyle nowych pomysłów, że co chwila musiałam coś zapisywać w telefonie. Robiłam także masę zdjęć – w końcu blogowanie do czegoś zobowiązuje! :D


Góry są cudowne. Jeszcze raz to napiszę, jakby ktokolwiek miał wątpliwości.

To chyba tyle na dzisiaj. Jutro (albo pojutrze, w każdym razie bardzo szybko!) pojawi się ostatni tekst z mojej podróży do Zakopanego.

Jak Wy spędzacie wakacje? W końcu to już drugi tydzień sierpnia!
Zapraszam was na sam koniec do polubienia fanpage’a na Facebook’u, żeby być na bieżąco!
Do następnego!

Komentarze

  1. My piszemy najczęściej raz w tygodniu, a najrzadziej raz w miesiącu i dobrze jest... ;) A zdjęcia piękne przywiozłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Cóż, ja mam ciągle tyle nowych pomysłów w głowie, że im rzadziej piszę, tym bardziej tworzą się zaległości, a ja się zwyczajnie irytuję :D

      Usuń
  2. Zdjęcia są pamiątką na całe życie. Super Ci wyszły! Zakopane to moje ulubione miejsce.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo, przepiękne zdjęcia! Uwielbiam góry :) Również byłam nad Morskim Okiem - przepiękne miejsce. Wyciąg krzesełkowy i Muzeum Figur Woskowych to także świetne atrakcje :)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie (także na post prosto z gór ;D)
    MÓJ BLOG FANPAGE

    OdpowiedzUsuń
  4. W Zakopanym byłam około 10 lat temu, brakuje mi gór strasznie, ale mam nadzieję ze jeszcze tam pojadę z rodzinką, świetny wpis ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro ostatni raz byłaś 10 lat temu, to idealna pora na podróż :D Także mam nadzieję, że pojedziesz :)

      Usuń
  5. Zakopane odwiedziłam w czerwcu. Fotorelacja świetna! No a widoki .. ach, cudne!
    Pozdrawiam,

    ipstryk26.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. jejku, już zazdroszczę. Ja wyjeżdżam w góry dopiero w połowie września, a tym postem sprawiłaś, że chciałabym aby połowa września była jutro, a nie dopiero za miesiąc!
    Tak czy siak, cudowne wspomnienia uchwycone na zdjęciach!

    paulina-berczynska.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłego wyjazdu! :D Też Ci właściwie zazdroszczę, pojechałabym jeszcze raz (tym razem w lepszych butach) :D

      Usuń
  7. Góry w tym Morskie Oko to jedno z wielu pięknych miejsc w Polsce, do których chce się wracać, i których nie chce się opuszczać. Z tym miejscem mam wiele pozytywnych wspomnień, więc gdy tylko będzie okazja znowu tam pojadę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Także z chęcią pojadę tam jeszcze nie raz, pierwszy raz poczułam się tak oczarowana naturą :)

      Usuń
  8. Widoki piękne aż robisz chęci na spakowanie plecaka i wyjazd 😊

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy warto zobaczyć "13 POWODÓW"?

Od pierwszego odcinka serialu „13 powodów” obiecywałam sobie, że napiszę o nim na blogu. Wiedziałam jednak, że prócz produkcji telewizyjnej, istnieje książka – właściwie pierwowzór całej historii. Nie chciałam recenzować tego co obejrzałam bez zapoznania się z treścią literackiego bestselleru Jay’a Asher’a. Czas mijał, pisanie się odwlekło....
Ale oto jestem. Świeżo po lekturze. Pełna przemyśleń, które chcę przelać tutaj. Słucham soundtrack’u z serialu (klik!) – dobry sposób na wczucie się w klimat.

Zacznijmy może od małego uprzedzenia – będą spojlery! Ten jeden raz nie potrafiłabym pisać bez nich. Większość targających mną emocji dotyczy ostatnich odcinków serialu/stron książki. Jeżeli to Ci nie straszne – czytaj dalej.


SŁOWEM WSTĘPU…
Prawdopodobnie, jeżeli wciąż to czytasz, znasz już historię i wiesz czego dotyczy. W ramach powtórzenia – Hannah Baker popełnia samobójstwo, a jej znajomy Clay dostaje 13 kaset magnetofonowych, na których dziewczyna opowiada o powodach odebrania sobie ży…

Dlaczego powinieneś przestać blogować?

Pewnie nieraz zastanawiałeś się nad założeniem własnej działalności w sieci. Chciałeś zabłysnąć jako bloger, vloger, youtuber. A może nawet istniejesz już gdzieś w sieci?
Wiedz, że popełniłeś okropny błąd. W kilku powodach chciałabym pokazać Ci dlaczego.

1.Blogując narażasz się na hejt!
Oczywiście to, co powie lub napisze Ci inna osoba powinno być dla Ciebie najważniejsze. Przecież ta druga strona doskonale wie, jak wygląda proces twórczy – nawet jeśli sam nic nie tworzy – dlatego ma prawo, a nawet obowiązek, wytknąć Ci wszystkie potknięcia, każdą literówkę czy spóźniony tekst!
A Ty musisz tego słuchać. Usuwanie komentarzy, żeby nie siać negatywnej energii, jest przecież niedopuszczalne. Czyżbyś nie miał do siebie dystansu? Czyżbyś nie umiał przyjąć krytyki? Jakim prawem w ogóle istniejesz?

2.Blogowanie może stać się pracą!
Przecież za nic w świecie nie chciałbyś pracować w domu, dzieląc się z czytelnikami tym, co lubisz. Kto by tak chciał? Tylko praca od 8 do 16 jest warta Twojego zach…

Czy warto uprawiać jogę? Tygodniowe wyzwanie!

W ostatnich latach dużo większą uwagę zaczęto zwracać na styl życia w kontekście zdrowia, zarówno fizycznego jak i psychicznego. Instagram przelewa się zdrowymi propozycjami potraw oraz zdjęciami z siłowni. Na blogach zaczęto poruszać temat "slow life", a także minimalizmu. Na YouTube pojawił się temat chorób psychicznych jako przełamanie tabu i zachęcenie do wizyty u psychologa bez strachu, jeśli jest tak potrzeba.

Wszystkie te tematy uważnie śledzę. Promocja powyższych wartości jest naprawdę na plus! Zdrowe życie w każdym aspekcie powinno być dla ludzi jedną z najważniejszych rzeczy.
Podczas mojego zagłębiania się w tematykę fitnessu i slow life, zauważyłam coraz częściej przebijającą się nazwę aktywności fizycznej, którą część z nas zna tylko ze słyszenia: joga.



Tak naprawdę... też praktycznie nic o tym nie wiem. Wikipedia mówi coś takiego:
Joga – jeden z sześciu systemów filozofii indyjskiej, zajmujący się związkami pomiędzy ciałem i umysłem. Poprzez odpowiedni trening cia…