Czerwiec był... zwieńczeniem moich STARAŃ!


A więc znowu nadszedł czas na comiesięczne sprawozdanie. Szczerze, trochę dziwnie mi się to pisze. Są wakacje, a ja muszę swoim tekstem powrócić do dni w szkolnej ławce – w końcu początek czerwca spędziłam właśnie tam. Mam wrażenie, że minęło już kilka tygodni od rozpoczęcia wakacji – a to dopiero JEDEN tydzień. Teraz czas płynie powolutku, a pod koniec wolnego? Ucieknie mi, sama nie będę wiedziała jak i gdzie.

Życie jest okrutne, a zwłaszcza czas, który zawsze mija nie w tym tempie, co powinien.
Nevermind, jak zwykle w podsumowaniu odbiegam na kilometr od tematu. Już wracamy na właściwy tor.

Początek czerwca – szkolne życie. Sprawdzian z mapy świata – państwa, stolice i ich lokalizacja. Dosyć trudna sprawa do zapamiętania (zwłaszcza Afryka), ale wiecie jaka to satysfakcja wiedzieć gdzie leży Boliwia oraz, że Doha to stolica Kataru i jak fajnie się tym popisać przed rodziną/znajomymi? Dużo świadomiej słucha się też wtedy wiadomości ze świata. Polecam!








Chwilę po tym sprawdzianie, czekała mnie próbna maturka z matematyki – nauczycielka nie zdążyła sprawdzić jej przed końcem roku, ale sama na oko oceniłam swoje zdolności. I wnioskuję, że będę musiała z „królową nauk” mocno zasuwać od września, jeśli chcę zdać dobrze maturę…


Tak w ogóle, matura maturą, ale czeka mnie jeszcze wybór jakiegoś kierunku studiów… Jestem trochę przerażona. I bardzo zdezorientowana. Obym coś wykombinowała, bo inaczej… Ratunku.

Na początku czerwca miałam także wizytę u psychologa. Nie pierwszą zresztą, chociaż nigdy o tym nie wspominałam, ani tutaj ani… w ogóle nikomu. Ale po co się kryć? Lekarz jak każdy inny. Na najbliższy czas będzie to ostatnia wizyta, ponieważ pan psycholog nie był taki, jakiego potrzebowałam – nie potrafiłam się przed nim otworzyć, a kiedy po kilku wizytach powtarzał mi ciągle ten sam tekst, jakby wykuł go na blachę i stosował do każdego problemu … cóż, zniechęciłam się.





Następny warty wspomnienia dzień – to wycieczka klasowa do Wrocławia, moja pierwsza dłuższa wizyta w tym mieście. Napisałam o moich odczuciach osobny tekst – Moje pierwsze wrażeniaz Wrocławia. Mimo że nie mam profesjonalnego aparatu (ani zdolności fotograficznych) a na zwiedzanie nie mieliśmy wcale tak dużo czasu… wydaje mi się, że to co stworzyłam wyszło dosyć dobrze.


Od czasu wycieczki nie poszłam do szkoły ani razu – pojawiłam się dopiero na zakończeniu. I… to było coś. Nieraz na blogu przewijał się motyw mojego starania się o jak najlepsze oceny, a w dalszym efekcie stypendium. I cóż – UDAŁO SIĘ! Kurcze, nie mam zamiaru kryć się z tym, że jestem mega szczęśliwa i dumna z samej siebie. Nigdy nie miałam problemów z nauką, ale pierwszy raz w życiu moja praca została wyraźnie doceniona i należycie nagrodzona.

Średnia 5,67 w trzeciej klasie technikum. O tym myślałam od początku roku, w taki efekt celowałam i go osiągnęłam – nauką, pracą, staraniami. A mimo to pojawiły się osoby, które próbowały umniejszyć mój sukces twierdząc, że „Tobie to łatwo” albo „nauczyciele Cię lubią i tyle” albo nawet „też mogłabym zdobyć to stypendium, ale w tym roku Ci daruję”. No kurde no!
Nie wiem, co kieruje osobami stosującymi takie teksty. Podejrzewam zawiść, zazdrość, a może brak pewności siebie, który próbują uzupełnić zaniżając wartość innych osób. Cóż, nie tędy droga. 

Osobiście każdemu, kto próbuje coś robić i stara się spełniać marzenia, życzę jak najlepiej. Praca zawsze prowadzi do sukcesu. Natomiast nigdy nie słyszałam, żeby plotkarstwo i zawiść przyniosła komuś coś dobrego.
 
Po osiągnięciu tego, czego od początku roku szkolnego tak bardzo pragnęłam, poczułam chwilową pustkę. W głowie pojawiło się pytanie „co teraz robić?”. Nie chciałam przesiedzieć całych wakacji przed komputerem grając w Simsy, więc stworzyłam sobie kilka mniejszych planów. Odkładam na bok naukę, ale jakieś cele na wakacje mam – tutaj możecie o nich poczytać.

Cóż, zbliżamy się do końca podsumowania. Na blogu pojawiły się w ostatnim tygodniu nowe teksty:
- Czy warto zobaczyć "13 powodów"? - mam wrażenie, że szał na ten serial jeszcze trwa, więc zdecydowanie na czasie. Niektórzy kochają, inni nienawidzą. A ja...?

- Zdrowe śniadanie - ulubieniec poranka! - jestem z niego dumna, bo w końcu mogłam wykorzystać zdjęcia pięknego jedzonka, które zbieram od huhuuu i jeszcze dłużej. Warto zobaczyć, chociażby dla inspiracji!









Wakacje przede mną... Zaczęłam brać udział w konkursach, przebiegłam za jednym razem 6,5 km (mój dotychczasowy rekord), poszłam do pracy, a w środę byłam w Multikinie w Złotych Tarasach na filmie „Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara”. Uwielbiam Disney’a, uwielbiam Johnego Deppa, uwielbiam piratów, więc była to dla mnie pozycja obowiązkowa do zobaczenia. Nie przebiła mojej ulubionej części („Skrzynia Umarlaka”), ale poziom był zachowany, mocne 8/10.
Na tym skończę – zostawię tylko jak zwykle parę interesujących rzeczy znalezionych w odmętach Internetu:

Moje opowiadanie - jeżeli zdobędę minimum 50 polubień to... piszę kontynuację! Poza tym dzięki waszej pomocy mogę wygrać w konkursie :)

Herosi codzienności! - bardzo fajny, zabawny tekst jednej z moich ulubionych blogerek (i youtuberek), ogólnie polecam całego bloga!

Moje uzależnienie ostatnich dni! - Od dawna ich słucham, ale przez tę piosenkę aż spać nie mogę! Bo nucę sobie w myślach...

Jak wam minął czerwiec? Macie jakieś szczególne plany na wakacje?
Do następnego!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Piękny Zamek w Niedzicy, niewypał w Krakowie i Meksyk [ZAKOPANE 2017]

Przeczytane #4 - psychologia, pozytywizm i świat Potter'a

Relaks w ciepłej wodzie, Krupówki i Morskie Oko [ZAKOPANE 2017]